Odkąd pamiętam marzył mi się dom na święta, w którym pomarańcze przerobione będą na świeczki, światełka będą wisieć na każdym oknie, a przede wszystkim wszędzie będzie niezliczona ilość małych czerwono białych ozdóbek.
Nigdy tak nie było - bo nigdy nie było czasu. Zazwyczaj pracowaliśmy w dzień Wigilii do 16-17, a zaraz po, pędziliśmy na święta do obu domów (w sensie ja siedziałam i czytałam książkę, a J. swoją bordową Strzałą zmienioną obecnie na zieloną Niunię, pobijał rekordy prędkości ). Wpadaliśmy w ostatniej chwili i czasu na takie rzeczy, jak ozdoby brak (dobra czasem też było mi szkoda pieniędzy, no bo co z tym zrobisz w styczniu?)
W tym roku postanowiłam, że każdy zapamięta nasze mieszkanie z czasu świąt (nie dlatego, że będzie widoczne z każdego punktu na osiedlu). Ozdobienie mieszkania wzięłam jednak podstępem, czyli przygotowałam plan! Od tygodnia szykuję i wycinam wzory, szyję poduszki, robię małe bombki z filcu na choinkę - wszystko po to, aby zaraz przed świętami nie latać z językiem na brodzie.
